totoro
piątek, 7 stycznia 2011
Po prostu - Miyazaki
Po czym można poznać czarownicę? Ależ to oczywiste! Każda czarownica ubiera się na czarno, ma miły uśmiech i jest bardzo życzliwa, nieustannie pomagając ludziom. Ach! Słyszeliście co innego? Rozumiem, karmili was w dzieciństwie bajkami o staruszkach kanibalkach, zamieszkujących domy z piernika i mających upodobanie do dziatek w jadłospisie. Więc czas spojrzeć z nieco innej perspektywy!
Przedstawiam Wam Kiki. Oczywiście, jest czarownicą. W świecie czarownic panuje zasada – każda z młodych adeptek magii po ukończeniu 13 lat, musi się usamodzielnić. Słowem wsiąść na miotłę, znaleźć miejsce, gdzie dotąd nie osiedliła się żadna z koleżanek po fachu i pomagać ludziom. Nie inaczej było w przypadku Kiki, która po osiągnięciu odpowiedniego wieku, w towarzystwie czworonożnego ulubieńca (czarny kot Jiji nie jest niezbędnym dodatkiem do image’u czarownicy, ale niewątpliwie pożytecznym), pofrunęła szukać miasta, gdzie mogłaby osiąść. Jej poszukiwania zakończyły się sukcesem i Kiki znalazła Koriko, miasto, w którym nie tylko nie było żadnej czarownicy, ale też spełniało wymagania młodej czarodziejki. Pierwsze spotkania z miejscową społecznością nie obeszły się bez zgrzytów – Kiki może nie została odrzucona, ale potraktowana z dużą dozą ostrożności (baśnie braci Grimm dotarły i tutaj?) Czarowniczka wykazała się jednak naturą optymistyczną i nie dała zniechęcić. Wkrótce też los się do niej uśmiechnął, a Kiki dzięki swoim umiejętnościom zdobywa przyjaciół i zakłada coś na kształt firmy kurierskiej. Poczta Kiki pod względem skuteczności bije polską na głowę ^^ No owszem, początkowo nie obyło się bez przygód, ale już wkrótce Kiki na miotle staje się nieodłączną częścią pejzażu nadmorskiego miasteczka.
Kiki’s Delivery Service jest produkcją, która wyszła spod reżyserskiej ręki Hayao Miyazakiego, twórcy Księżniczki Mononoke i Spirited Away. Jak większość jego filmów, tak i ten zalicza się do kręgu kina familijnego. Jest ciepły, uroczy i zabawny. Nie rubasznym humorem ze „Shreka”, ale dyskretnym, rozbrajającym, często sytuacyjnym, gdzieś na drugim planie. Ale równocześnie to całkiem poważna opowieść o dorastaniu, nie pozbawiona morału, choć bez natrętnej dydaktyki. Kiki przeżywa swoje pierwsze niepowodzenia, niepokoje związane z samodzielnością, zawiera przyjaźnie, uczy się życia w społeczności. Ten 102 minutowy seans to moim prywatnym zdaniem czysta przyjemność.
Słówko o animacji i niewiele więcej, bo kreska jest po prostu charakterystyczna dla Studia Ghibli. Ładne kolory, które nie biją po oczach, tak, że trzeba wsuwać na nos przeciwsłoneczne okulary, jak w większości nowszych produkcji. Postaci rysowane tą trudną do pomylenia „ghiblowską” kreską, miękką, nie piękną (żadnego bisza tu nie uświadczy ^^), ale bardzo sympatyczną. No i prześliczne tła oraz starannie dopracowane szczegóły, do czego studio już zresztą widza przyzwyczaiło. Nie ma tu komputera, wszystko jest żmudną pracą ludzkiej ręki.
Muzyka oczywiście nie ustępuje animacji, ale co w tym dziwnego, skoro odpowiedzialny jest za nią Joe Hisashi? Kompozytor Miyazakiego, tak się zwykło już o nim mówić, bo współpraca obu panów jest niemal czymś zwyczajowym. I bardzo dobrze, Hisashi jak nikt rozumie chyba ideę filmów Miyazakiego. A na pewno potrafi stworzyć do nich idealną ścieżkę dźwiękową. W tle opowieści o Kiki, słychać całą gamę instrumentów, od akordeonu, przez flet, skrzypce, fortepian. Są też utwory orkiestrowe. Trochę ta muzyka przypomina francuski folklor, trochę włoski, mało tu odniesień do muzyki japońskiej, ale takie było reżyserskie zamierzenie. W końcu Koriko wzorowane było na szwajcarskim miasteczku, stąd i europejski charakter ścieżki dźwiękowej. Na pewno brzmi tu mnóstwo stylizacji. I szalenie przyjemnie się tego słucha. Piszę cały czas o oryginalnej ścieżce dźwiękowej, gdyż Amerykanie, przenosząc film na swój grunt, dosyć mocno przerobili ścieżkę do Kiki. Niekoniecznie z pożytkiem.
Podniebna poczta Kiki to jedno z bardziej uroczych i sympatycznych anime pełnometrażowych, jakie dane mi było oglądać. Szczerze polecam na seans familijny, pozbawiony jest drastycznych scen, więc bez uszczerbku dla psychiki mogą go oglądać młodsze dzieci, ale jest na tyle przyjemny, by nie zanudzić starszego widza. Trudno oddać słowami magię filmów Miyazakiego, tego trzeba po prostu doświadczyć. Są w jego dziełach zaklęte niemałe emocje, budzą ukryte w każdym dziecko. Miyazaki ma niebywałą zdolność pokazywania zwyczajnej codzienności jako czegoś niezwykłego, barwnego, gdzie czeka przygoda i dobra zabawa. Wystarczy tylko troszeczkę inaczej spojrzeć...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Hai, hai. Miyazaki na dzień dobry to bardzo dobry pomysł! :) Aż mam ochotę obejrzeć Kiki jeszcze raz. Piszesz bardzo przyjemnym stylem. Pierwsze dwa akapity są urocze i zabawne, a w dalszej część całkiem dobrze, ładnie i zwięźle przedstawiłaś sprawy techniczne :)
OdpowiedzUsuńJednego stałego czytelnika już masz ^^
A dziękuję ^^ Jeśli tylko starczy mi zapału to będę toto kontynuować. Recenzować mam co, więc jak mi się uda jakoś w sobie zebrać to za parę dni pojawi się nowy post :)
OdpowiedzUsuńA gdzie znalazłaś taki fajny, pasujący do Ciebie avatar? ^^
OdpowiedzUsuńNa stronie, która zwie się Anime Characters Database. Można wyszukać tam postaci o określonym kolorze włosów i oczu. Nie wiem czy pasuje... Wziąwszy pod uwagę, że jest rodem z jakiejś hentajowej gry!
OdpowiedzUsuńWziąwszy to pod uwagę, rzeczywiście, można by się zastanawiać ;D Ale poza tym pasuje, no Zielona Wiedźma przecież na nas spogląda zza okularów ^^
OdpowiedzUsuńStudio Ghibli szykuje nam kolejny smakołyk ^^
OdpowiedzUsuńhttp://myanimelist.net/anime/10029/Kokurikozaka_Kara
Tak widziałam ten tytuł, gdy zajrzałam na Twój MALowy profil. Tym razem produkcja Miyazaki juniora. Na "Opowieściach z Ziemiomorza" krytyka nie zostawiła suchej nitki, ale i tak jestem bardzo ciekawa "Kokuriko" :)
OdpowiedzUsuńJa tam nie wiem, czego chcą od "Ziemiomorza". Czepialscy. Mi się podobało ^^
OdpowiedzUsuń