totoro

totoro

sobota, 5 maja 2012

Skalpel w dłoń! "Ray the animation"

W dalszym ciągu oczekujemy na wenę Jeża Rudzielca, którą wszakże porwała wiosna i kto wie, kiedy nam ją odda, zatem w maju znów pojawi się tylko lavendowa notatka. Ostatnio zajmowałam się głównie mangą, pora zatem na urozmaicenie i parę słów o jakimś anime. Krótkim, bo 13-odcinkowym zaledwie, ale czasem trzynaście odcinków to i tak o wiele za dużo i niestety tak było w przypadku tego tytułu. Sięgnęłam jakiś czas temu po Ray - the animation i muszę przyznać, że takiego kuriozum to chyba nie zdarzyło mi się widzieć jeszcze nigdy. Opis fabuły był jednak dość zachęcający. Ray, jako dziecko została porwana i wraz z innymi dziećmi przetrzymywana w zamkniętym pokoju, stała się ofiarą nielegalnego handlu organami. Została wówczas jako dawczyni pozbawiona oczu. Z więzienia wydostał ją tajemniczy Black Jack, wybawca wszczepił jej też gałki oczne, dzięki którym zyskała rentgenowski wzrok. Nowe oczy, po ukończeniu przez dziewczynę medycyny, pomagają przeprowadzać skomplikowane operacje, które dla innych chirurgów nie byłyby możliwe. Rentgenowski wzrok przyda się Ray w kolejnej pracy, gdzie natrafi na szereg dziwnych przypadków i tylko od jej zdolności niezwykłego widzenia, szybkości i precyzji zależeć będzie dobro pacjentów. Jak do tej pory nie brzmi to źle, pomijając oczywisty nonsens jakim jest rentgen w oczach. No, ale będąc pokoleniem wychowanym na legendzie supermana i innych herosach ze stajni Marvela - mogłabym machnąć na to nieprawdopodobieństwo ręką. Tyle, że nieprawdopodobieństwa się mnożą i końca ich nie widać. Po pierwszym odcinku anime zapowiada się na serię z elementami science-fiction, niestety wraz ze wzrastającą liczbą odcinków rośnie konsternacja widza. Owszem sporo tu fiction, ale fikcja ta nie ma nawet minimalnego oparcia w żadnej z dziedzin nauki. Kolejne przypadki, z którymi musi się zmierzyć Ray są coraz bardziej kuriozalne i dla mnie osobiście, dosyć obrzydliwe. Udziwnione stworzenia w rodzaju roślinki obdarzonej samoświadomością, przejmującej kontrolę nad ludzkimi organizmami, pani chirurg operująca z szybkością rewolwerowca (aż niemal brak sceny, w której kręcąc młynka swoim skalpelem, z szatańską zręcznością wrzuciłaby go do kieszonki przy pasie), postaci poboczne wyjęte z zupełnie innej bajki (ordynator szpitala z drewnianą nogą i opaską na oku, któremu do pełni wizerunku brakuje tylko butelki rumu w ręce i klnącej soczyście papugi na ramieniu, oraz trio pielęgniarek o umiejętnościach wojowników ninja), wszystko to sprawiało, że patrzyłam na ekran z niedowierzaniem. Ale dziwactwom bynajmniej nie koniec na tym! Kolejne, coraz barwniejsze przypadki zbliżają panią doktor do głównego szwarccharakteru serii i pozwalają jej odkryć własną przeszłość, rekonstruując na wpół utracone wspomnienia z dzieciństwa. Zarówno ordynator jak i własna matka ukrywają przed Ray coś, co łączy ją ze sprawcą wszystkich tych dziwnych zdarzeń. Nic więcej zdradzać nie będę, gdyby ktoś jednak zechciał zapoznać się z tym "cudem", co jednak serdecznie odradzam.
O większości oglądanych dotąd anime, nawet jeśli nie przypadły mi do gustu pod względem fabularnym nie mogłam powiedzieć z zupełną stanowczością, że są złe. Pomimo niedostatków fabuły, miały plusy w postaci grafiki czy niezłej ścieżki muzycznej. Jakkolwiek bardzo nisko swego czasu oceniłam Uraboku, nie mogę mu odmówić świetnej oprawy graficznej. W przypadku Ray nie potrafię jednak wskazać żadnych plusów.  Główna, zupełnie znośna, bohaterka nie jest w stanie udźwignąć całej serii, a ta jest po prostu zła. Drętwe dialogi, dziwaczne wymysły fabuły, plastikowe postaci. Żałosne próby wstawienia w całość akcentów humorystycznych dały co najmniej żenujący efekt. Zakończenie zaskakuje i owszem, szkoda, że w tak negatywnym sensie. Jest po prostu idiotyczne!
Koszmarnej fabuły nie ratuje grafika, tutaj przeraźliwie przeciętna, z designem postaci co prawda poprawnym, ale już bardzo statystycznymi tłami i wadliwą dynamiką ruchu. Zwyczajna rzemieślnicza robota, niczym nie przyciągająca wzroku. A nie oszukujmy się, w seriach anime, grafika to naprawdę ważna rzecz i powinna być na poziomie. Muzyka teoretycznie gdzieś tam sobie plumka w tle, chyba... bo głowy za to nie dam. Absolutnie nie kojarzę ani jednej nuty z całego podkładu dźwiękowego. Mgliście przypomina mi się dość dynamiczny opening "Zero G" śpiewany przez Masami Okui oraz spokojny i wyjątkowo jak na tę serię ładnie zanimowany ending "Yuunagi" wykonywany przez Tomoe Oumi.
W sumie to, co mnie zaciekawiło najbardziej w tym anime to wątek Black Jacka, kompletnie tu niewykorzystany i pozostawiony sam sobie. Zdziwiło mnie to i po krótkich poszukiwaniach okazało się, że postać ta doczekała się co najmniej kilku wersji animowanych przygód, dwóch serii anime, OAVki i dwóch kinówek, a także 25-tomowej mangi. Mały rekonesans pozwolił ocenić, że Black Jack cieszy się popularnością i dobrymi opiniami, co zatem robi w tak kiepskiej serii?!
Ocena ostateczna: nie tykać, nawet kijem! Nie polecam w żadnym przypadku.  Co ciekawe tytuł ten został wydany w Polsce przez Anime-Gate. Zastanawiam się, co też skłoniło wydawnictwo, by wypuścić na rynek podobną osobliwość? Seria powinna zostać opatrzona hasłem na pudełku: Kuriozum! Tobie na imię Ray the animation!