totoro

totoro

niedziela, 11 marca 2012

"Róża w ogrodzie pełnym chwastów" - Hana Kimi

Miał być w tym miejscu tekst poświęcony Miyori no Mori Panny Jeż, ale ponieważ nasza recenzentka od kilku miesięcy starannie „zbiera myśli”, postanowiłam nie ingerować w proces twórczy i cierpliwie czekać na efekty. Możliwe, że doczekamy się jeszcze w tym roku ^^ Tymczasem postanowiłam wkleić coś nowego, zwłaszcza, że od ostatniej notki, trochę wody upłynęło. Zima minęła mi pod znakiem mang shoujo, na który to gatunek złapałam dużą „fazę” i zgłębiam go z zapałem neofitki. Okazał się on, tak jak i shounen, całkiem różnorodny i pojemny, spodziewam się więc, że materiału do recenzji mi nie zabraknie, na bardzo długi czas.
No ale do rzeczy, czyli do wspomnianego w tytule Hana Kimi czy też w oryginale Hanazakari no Kimitachi e, który to tytuł czekał na recenzję od dłuższego czasu.
Mizuki Ashiya jest Japonką mieszkającą w USA, w stanie Kalifornia. Któregoś dnia, podczas oglądania w telewizji zawodów lekkoatletyki, dostrzega wśród zawodników niezwykle utalentowanego japońskiego skoczka Sano Izumi. Od tej pory staje się on jej idolem. Istotnie gwiazda Izumiego lśni wyjątkowo jasno, toteż dla wszystkich ogromnym szokiem jest, gdy w parę lat później, po doznanej kontuzji, chłopak postanawia zrezygnować ze skoków i obiecującej kariery lekkoatlety. Dla Mizuki decyzja ta jest tyle szokująca, co kompletnie niezrozumiała. A ponieważ jest osobą szybką w działaniu, wpada więc na szalony pomysł, by zapisać się do tej samej szkoły w Japonii, do której uczęszcza Sano, zbliżyć się do niego i przekonać go, by powrócił do lekkoatletyki. Problem w tym, że szkoła, do której uczęszcza Sano, jest wyłącznie męska. Nie stanowi to jednak przeszkody dla naszej zdeterminowanej bohaterki, Mizuki ścina włosy, przebiera się za chłopaka i zapisuje się do Osaka Gakuen. Szczęśliwie się składa, Mizuki dość szybko poznaje Sano, na dodatek traf chce, że zostają współlokatorami. Izumi okazuje się jednak osobą, do której zbliżyć się niełatwo, a choć Mizuki dwoi się i troi, by skruszyć chłodny dystans chłopaka jej starania nie przynoszą oczekiwanych rezultatów. I już praktycznie na samym początku zostaje zdekonspirowana przez szkolnego lekarza Hokuto Umedę, przystojniaka i zdeklarowanego homoseksualistę, gdy przypadkiem zdarzyło jej się zasłabnąć. Jej płeć odkrywa także sam Sano, gdy niesie „kolegę” do lekarskiego gabinetu, postanawia jednak zatrzymać ten sekret dla siebie. Mizuki szczęśliwie udaje się przekonać Umedę do zachowania tajemnicy, ale to jak możemy się spodziewać, dopiero początek kłopotów. Udawanie osobnika płci męskiej w szkole pełnej chłopców to doprawdy karkołomne zadanie, a tu trzeba będzie stanąć przed wieloma niespodziewanymi zdarzeniami: przyjazd brata przekonanego, że ukochana siostrzyczka uczęszcza do zwykłej koedukacyjnej placówki, pojawienie się zbyt wiele dostrzegającego fotografa czy rosnące uczucie kolegi z dormitorium, który usiłuje sobie poradzić z faktem, że darzy miłością osobę tej samej płci... Wyzwań jest sporo, przy czym Mizuki z czasem coraz pewniej się czuje w Osaka Gakuen i coraz bardziej beztroska się staje, więc jedynie interwencje Sano czy Umedy chronią ją od całkowitej demaskacji.
Hana Kimi oparte jest na, do bólu eksploatowanym przez twórców japońskiej anime i mangi, pomyśle. „Przebieranki” to jeden z ulubionych motywów w tym przemyśle i wydawałoby się, że tak ograny chwyt powinien być już nużący. Ale nie. Powstała naprawdę sympatyczna i wciągająca historia, która potrafi wzbudzić w czytelniku pozytywne reakcje i ciepłe uczucia. Duża w tym zasługa bohaterów. Postaci zostały nakreślone z wyczuciem, a równocześnie wpisują się ładnie w pewien typowy dla shoujo schemat. Mamy tutaj wyraźnie zaznaczone różnice charakterologiczne, każda z postaci wykazuje się innym temperamentem i sposobem bycia. Mizuki jest miłą, otwartą, optymistyczną dziewczyną, nieco beztroską, którą dobre serce i chęć niesienia pomocy wpędzają w nieustanne kłopoty. Niezdolna do ukrywania uczuć, każdy jej nastrój widoczny jest jak na dłoni. Nie wykazuje się ani wybitną urodą, ani uzdolnieniami, jest przeciętna i najlepiej określa ją słowo „miła”. Z kolei Sano to typ milkliwy, opanowany i powściągliwy w okazywaniu emocji. Rzadko się uśmiecha, ale kieruje się w życiu określonym kodeksem wartości i zdecydowanie można na nim polegać. Zarówno w sporcie jak i w nauce osiąga wspaniałe wyniki, na dodatek nie zbywa mu na urodzie, jednym słowem wymarzony bohater dziewczęcego romansu. Na przeciwnym biegunie jest Nakatsu, który prezentuje typ ekstrawertyczny, wesoły, nieco hałaśliwy, prostolinijny, ale bardzo serdeczny. To ten rodzaj osoby, którą zawsze otacza grono ludzi, przyciągający otwartością i nie mający nigdy najmniejszego problemu z nawiązywaniem kontaktów. Nie należy do uzdolnionych bystrzaków, ale ma w sobie coś ujmującego, co zjednuje mu mnóstwo przyjaciół. To oczywisty kontrast dla stoickiego Sano. Wokół tego tria toczyć się będą główne wydarzenia i wątek romantyczny, ale nie braknie też zgrabnie zarysowanych wątków pobocznych i postaci drugoplanowych. Wśród nich koledzy z klasy Mizuki, przewodniczący dormitoriów, przebiegły fotograf Akiha czy wreszcie mój absolutny faworyt – doktor Hokuto Umeda, którego wredny charakterek sprawia, że taki doktor House to przy nim zaledwie sympatyczny dziwak ^^
Linia fabularna Hana Kimi jest właściwie dość prosta i zmierza do określonego, łatwego do przewidzenia finału. Po drodze mamy kilka naciąganych i mało prawdopodobnych zbiegów okoliczności, ale generalnie czyta się to wszystko przyjemnie, bez większych trudności. Piramidalnych bzdur tu nie ma, a choć niektóre rozwiązania fabularne są grubymi nićmi szyte, to jednak jest to również poniekąd cecha gatunkowa, na która można spokojnie machnąć ręką. W sumie nie ma tu nagłych zwrotów akcji czy jakichś niezwykle wstrząsających wydarzeń, ale manga jest wciągająca i od lektury naprawdę trudno się oderwać. Przy czym należało by wspomnieć o naprawdę świetnym, ciepłym humorze, zawartym w tej historii, znakomicie wyważonym, nigdy nie przekraczającym dobrego smaku, a praktycznie stale obecnym, w mniejszym czy większym natężeniu. Uśmiech właściwie towarzyszy czytelnikowi cały czas podczas lektury.
Na piątkę zasługuje kreska: miękka, bez żadnych udziwnień, naprawdę ładna. Rysunek jest bardzo miły dla oka, postacie dopracowane i wykonane starannie, od razu widać, ze to praca doświadczonej mangaczki, nie debiut. Hisaya Nakajo istotnie debiutowała one-shotem dwa lata wcześniej, zanim zaczęła rysować Hana Kimi, miała więc sporo czasu by się wprawić. Bohaterowie są piękni, doskonale narysowani i stanowią estetyczną przyjemność dla oka. Łagodne linie, delikatne pociągnięcia nadają postaciom ową lekkość, tak istotną dla mang z tego gatunku. Z kolei po tłach nie ma się bardzo czego spodziewać, są, wykonane sprawnie i dobrze pełnią swoją rolę, ale praktycznie niedostrzegalne – tutaj pierwsze skrzypce grają bohaterowie. Rysunek w komediowych scenach przechodzi w SD, a że jest to przemyślane i nie nagminne, gładko wkomponowuje się w całość. Bardzo spodobało mi się także kompozycja poszczególnych rozdziałów, rozmieszczenie postaci, obiektów, a także tekstu – zrobiono to solidnie i w rezultacie otrzymaliśmy bardzo ładnie się prezentującą, także od strony czysto technicznej, mangę.
O ile się orientuję Hana Kimi jest dostępne na rynku europejskim. Zlicencjonowało ten tytuł amerykańskie wydawnictwo Viz Media, mangę wydano też we Francji, Niemczech i Włoszech. Papierowa wersja Hana Kimi niestety nie jest dostępna na naszym rynku, w Sieci można znaleźć skany, które tłumaczy Manga Journey i z tego co wiem, praca nad projektem jest już mocno zaawansowana. Niestety, nie miałam okazji zapoznać się z polskim przekładem, od razu sięgnęłam po angielskie tłumaczenie, więc nic na ten temat powiedzieć nie mogę. Gdyby jednak któreś z polskich wydawnictw zajmujących się mangą zdecydowało się wydać ten tytuł przyznam, że chętnie bym zakupiła – spodobało mi się. Przyjemna historia, ciekawi bohaterowie i ładna kreska – czego chcieć więcej? Zdecydowanie polecam, jeśli przyjdzie wam ochota na mangę shoujo, Hana Kimi jest dobrym wyborem!
PS. Na podstawie Hana Kimi powstało kilka telewizyjnych adaptacji i dram. Nie przepadam przyznam za dramą, jakoś nigdy nie mogłam przekonać się do serialowych produkcji azjatyckich, wydawały mi się nazbyt przerysowane i sztuczne. Uczyniłam wyjątek dla Hana Kimi i nie żałuję. Dawno się tak nie uśmiałam! W porównaniu z mangą jest sporo różnic fabularnych, na których traci trochę sama historia, ale warto to zobaczyć choćby dla Tomy Ikuty, aktora grającego Nakatsu. Jego dylematy i monologi wewnętrzne są absolutnie rozbrajające! ^^