Inauguracja 4 Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie rozpoczęła się od koncertu Joe Hisaishiego, japońskiego kompozytora, dyrygenta, pianisty i aranżera, w wolnym czasie zaś fotografa amatora. Mówi się o nim „nadworny muzyk Hayao Miyazakiego” - istotnie współpraca ze Studiem Ghibli i z najbardziej uznanym reżyserem japońskiej anime to stały punkt jego kompozytorskiej pracy. Równie znany jest z muzyki stworzonej do filmów Takeshiego Kitano. Koncert w Krakowie był jego pierwszym występem w Europie, przygotowania i zabiegi, by mógł wystąpić na FMF trwały niemal dwa lata i ostatecznie zakończyły się sukcesem. Dzięki czemu publiczność zebrana w hali ocynkowni ArcelorMittal Poland w czwartek 19 maja 2011 roku mogła przywitać kompozytora gromkimi brawami. Szeroko uśmiechnięty, niewysoki, króciutko ostrzyżony Japończyk przywitał się w swoim rodzimym języku, dziękując w miłych słowach orkiestrze i chórom, z którymi przyszło mu współpracować. Współpraca musiała układać się nieźle, bo w wypowiedzi maestro kilkakrotnie pojawiało się słowo subarashii – wspaniały. Do publiczności zwrócił się także z angielskimi słowami Please, enjoy the music! Życzenie to spełniło się w stu procentach, koncert był niewątpliwym przeżyciem, z którego słuchacze czerpali radość i przyjemność. Kompozytorowi, tego wieczoru w roli dyrygenta i pianisty, towarzyszyła orkiestra Sinfonietta Cracovia, Chór Pro Musica Mundi, Chór Chłopięcy Filharmonii im. K. Szymanowskiego w Krakowie oraz polska sopranistka Wioletta Chodowicz.
Kompozycje z anime studia Ghibli były zaledwie przygrywką do dalszych wspaniałych wrażeń muzycznych. W programie nie zabrakło najbardziej rozpoznawalnych motywów z filmów i anime, jakie Hisaishi-san zdołał stworzyć. Zagrano kompozycje z z filmów Takeshi Kitano: Hana –bi, Brother czy Kids return, sympatyczną i wywołującą szeroki uśmiech na twarzy melodię z Kikujiro no natsu Summer. Orkiestra wykonała także chwytającą za serce AveMaria z oscarowego Okuribito. Ponadto pojawiła się muzyka z ostatniego dzieła „filmowego” Joe Hisaishiego – naprawdę dużej urody kompozycja z Akunina. Wszystko to oczywiście ilustrowane scenami z odpowiednich filmów.
Zabawnym akcentem koncertu była muzyka do niemego filmu Generał z udziałem Bustera Keatona. Fragmenty filmu rozbawiły publiczność, zaś dźwięki zachwyciły.
Najbardziej wzruszającym momentem wieczoru była prezentacja utworu z filmu Akunin zatytułowanego Your Story, który ilustrował krótki filmik o ostatnim trzęsieniu ziemi i był swoistym podziękowaniem za pomoc oraz wsparcie jakie świat udzielił Japonii w tych trudnych dniach. Połączenie przepięknej kompozycji i obrazów zrujnowanego kraju, w którym ludzie jednak nie tracą nadziei i wciąż potrafią się uśmiechać – jestem pewna, że niejednemu z widzów/słuchaczy łzy zakręciły się wówczas w oczach.
Zakończeniem programu był powrót do anime. Nie zabrakło pięknej muzyki ze Spirited Away: W krainie bogów czy rozkołysanych, z lekka melancholijnych motywów z Ruchomego zamku Hauru.
Zakończeniem programu był powrót do anime. Nie zabrakło pięknej muzyki ze Spirited Away: W krainie bogów czy rozkołysanych, z lekka melancholijnych motywów z Ruchomego zamku Hauru.
Pojawiły się także pełne radości i pozytywnej energii utwory z Ponyo on the cliff oraz wesołe Tonari no Totoro ze ścieżki dźwiękowej do bodaj najbardziej lubianego dzieła Miyazakiego i studia Ghibli. W obydwu mogły wykazać się chóry, a zrobiły to znakomicie i z sercem. Utwory te były idealnym wręcz zwieńczeniem trwającego ponad dwie godziny koncertu. Publiczność zgotowała dyrygentowi i artystom owacje na stojąco. Z pewnością były one zasłużone. Joe Hisaishi dyrygował orkiestrą niemal nie przestając się uśmiechać, płynnie przechodząc od dyrygowania do gry na fortepianie, cały czas sprawiał zaś wrażenie, że on sam ma z występu równie wielką frajdę, co publiczność. Przyjemnie uczestniczyć w czymś, co czynione jest z pasją, a i samym twórcom sprawia niekłamaną radość.
Jedynym zakłóceniem wspaniałej atmosfery wieczoru okazał się powrót z koncertu, krakowska MPK nie potrafiła zorganizować żadnego dodatkowego transportu dla tysiąca osób, które po zakończonym późnym wieczorem festiwalu musiały na własną rękę organizować sobie powrót do domu.
Ogółem jednak jest co wspominać i co rozpamiętywać. Koncertowe kompozycje wciąż nie chcą wyjść z głowy, nucę je pod nosem, a lista odtwarzania obejmuje od kilku dni wyłącznie muzykę Joe Hisaishiego. Koncert sprawił mi ogromną radość i doprawdy, kto nie był, niech mocno żałuje!
Zdjęcia pochodzą ze strony stopklatka.pl