totoro

totoro

wtorek, 13 września 2011

Psi Boy - jak zostać szkolnym celebrytą

Po długim czasie, gdy na tapecie miałam wyłącznie mangi i anime z gatunku shonen, poczułam potrzebę odmiany. Zachciało mi się shoujo w najbardziej znamiennej wersji – szkolnego życia i romansu, bez wątków paranormal czy fantasy. Tytuł, o którym zamierzam napisać w pewien sposób wyróżnia się na tle romantycznych serii dla dziewcząt, choć jednocześnie przejawia wszystkie charakterystyczne wyróżniki gatunku.
Kiyosumi Koujou i jego przyjaciel Maki Sagiya, stanowią duet najprzystojniejszych uczniów męskiej populacji w liceum Reinan, chociaż są zaledwie pierwszoroczniakami. Niemniej w rankingach popularności osiągają niezmiennie pierwsze miejsca i niemal każda dziewczyna uważa ich za wyjątkowe „ciacha”. Każde pojawienie się tej dwójki powoduje piski zachwytu i maślane spojrzenia u rozentuzjazmowanych fanek. Istotnie tworzą bardzo przystojny duet – Kiyo czarnowłosy, z melancholijnym wyrazem twarzy, Maki dla kontrastu jasny blondyn, prezentujący postawę „luzaka”. Nic dziwnego, ze dziewczętom na ich widok miękną kolana. Ale czy tej dwójce popularność nie uderzyła nazbyt do głowy? Można mieć wątpliwości, gdy obserwujemy, jak Kiyo niebotycznie szczęśliwy zapisuje w notatniczku, ileż to razy usłyszał dziś, że jest „so cool”. Ciężki przypadek narcyzmu? Na szczęście nie, a nawet wręcz przeciwnie. Otóż Kiyo przez wszystkie poprzednie lata szkolne uchodził za osobę przeraźliwie nudną, a nazwanie go przystojnym nikomu nawet nie przyszłoby do głowy. Typ mola książkowego, skrywający się za okularami na pół twarzy, bardzo inteligentny, lecz nie potrafiący znaleźć z rówieśnikami wspólnego języka – przez większość szkolnego życia odstawał od reszty, samotny i ignorowany. Częste przeprowadzki, jakie fundowała jedynakowi ogromnie zapracowana matka także nie sprzyjały nawiązywaniu szkolnych przyjaźni. Wszystko to zmieniło się w momencie, gdy Kiyo spotkał Makiego i poprosił go o pomoc w staniu się bardziej popularnym. Dzięki radom Sagiyi, Kiyo całkowicie odmienił swój styl, zaś interwencje przyjaciela w co bardziej podbramkowych sytuacjach (nie tak łatwo przejść z poziomu „ignorowany okularnik” na „oblegany przystojniak”) pozwoliły chłopakowi zachować wizerunek najpopularniejszego faceta w liceum Reinan. Wszystko zdawałoby układa się wspaniale, dopóki Kiyo się nie zakochał w Aran Mikami. Pech jednak chciał, że dziewczyna należy do osób, które nie znoszą tego typu popularnych facetów i na widok czarującego przystojniaka dostaje dreszczy i gęsiej skórki. Jak się okazuje jest to spowodowane zachowaniem ojca, którego liczne romanse, skłoniły matkę do opuszczenia rodziny, zaś Aran i jej młodsza siostrzyczka muszą znosić kochanki ojca przewijające się przez dom. Wizerunek „cool guya”, na którym tak bardzo zależy Kiyo staje się więc przeszkodą w zdobyciu uczuć wybranki. Dodatkowo Koujou przyjdzie zmierzyć się ze szkolnym Klubem Przystojniaków, którzy wraz z pojawieniem się pięknych pierwszoroczniaków utracili uprzywilejowane pozycje „ciach” i starają się za wszelką cenę zdyskredytować rywali, zaś w progi Reinan wkracza nowa uczennica, dawna miłość Kiyo, która również sporo namiesza w szkolnym życiu naszego przystojniaczka.
Psi Boy autorstwa Mai Nishikaty, to bardzo sympatyczny tytuł. A lwia część tej sympatii przypada głównemu protagoniście serii. Jak na męskiego bohatera mangi shoujo Kiyosumi jest postacią dość nietypową. W wielu scenach nieporadny, jawnie okazujący emocje, przede wszystkim zaś wyjątkowo miły i wrażliwy, z sercem na dłoni. Hm, po zastanowieniu, wchodzi na to, że prezentuje wszystkie cechy typowej bohaterki shoujo mang. Nie jest to bowiem pakiet, jaki można przypisać biszonenowi z prawdziwego zdarzenia, bardziej w ten typ wpisuje się Maki. Kiyo chyba najlepiej charakteryzuje określenie „słodki”. Szkolne perypetie, więzi jakie Koujou chce budować z innymi, a wreszcie to jak usilnie stara się być cool, nadając temu słowu własne znaczenie i nie tracąc nic ze swej wrażliwości na potrzeby innych – wszystko to wzbudza w czytelniku autentyczny uśmiech sympatii. Śmiem twierdzić, że dziewczyna z tym zestawem cech byłaby irytująca, chłopak natomiast z takim charakterem, to bohater w pewien sposób odświeżający. Cały czas mowa o konkretnym gatunku, rzecz jasna, bo podobnych bohaterów nie brakuje w mangach typu yaoi. 
Główna persona jest pozytywna aż do bólu, ale wielbiciele bardziej złożonych charakterów również nie powinni być zawiedzeni. Interesującą stroną w tym duecie jest Maki, o którym w gruncie rzeczy nie dowiadujemy się wiele. W stosunku do Kiyo jest tak serdeczny i czuły, że aż nasuwa się pytanie o powody takiej atencji? Choć zdaje się być wiecznym luzakiem, któremu rozmowa i odnalezienie się w szkolnym środowisku przychodzi bez trudu, sprawia wrażenie dość samotnego. Równie ciekawym charakterem, w przeciwieństwie do nijakiej Mikami, jest Touda, dziewczyna z transferu, która przenosi się do Reinan w środku semestru i staje się natychmiast przyczyną sporego zamieszania. Jej dawne powiązania z Kiyo i  niezbyt miły sposób bycia, to interesujący zwrot akcji w niezbyt jednolitej fabule mangi.
Psi Boy to rzecz lekka i przyjemna w odbiorze. Trudno tu o dramatyzm czy jakieś większe fabularne zawiłości, autorka od początku postawiła bardziej na sytuacyjny humor niż akcję, w rezultacie czego wątki to szereg niekoniecznie ze sobą powiązanych scenek z życia szkolnego, w których umieszcza swoich bohaterów. Kreska Mai Nishikaty jest miła dla oka, zwiewna, delikatna, po prostu ładna. Jej postaci są – jak na shoujo przystało – tradycyjnie mocno wychudzone, smukłe i pełne gracji, choć ten trend daje się zauważyć głównie w rysunku Kiyo i Makiego, dziewczęta mają już wymiary bardziej zbliżone do normalności. Wszystkie postaci charakteryzują śliczne migdałowe oczy i lekko rozwichrzone włosy. Kreska idealnie pasuje do mangi shoujo i świetnie się sprawdza w przypadku Psi Boy, a że mangaczka przeplata „biszonenowate” sceny humorystycznymi kadrami z udziałem bohaterów w wersji chibi, z nieodłącznym pakietem min i grymasów czytelnik  nie ma przesytu ujęciami „sparkle & shiny”.
Słówko na temat tytułu. Jego wariantów jest mnóstwo: Cyboy, Cyborg Boy, Kaizo Shonen Cyboy, Sai Boy. Użyłam takiego zapisu, pod jakim znalazłam skany w Sieci. Nie udało mi się dojść dlaczego właśnie ten tytuł i co tak naprawdę on znaczy. Wujek Google podał, że słówko Sai oznacza „utalentowany”, natomiast Kaizo „zmieniony”. Dlaczego jednak Cyborg Boy, pozostaje dla mnie tajemnicą, szczerze mówiąc nie bardzo chce mi się bawić w interpretacje. Może Wam uda się to rozgryźć ^^
Ku mojemu zdumieniu manga ma status zamkniętej. Zdumieniu, ponieważ nie ma żadnego konkretnego zakończenia, ot, urywa się w pewnym momencie. Te nie do końca rozwinięte wątki, to chyba jedyny w moim odczuciu mankament serii. Całość mieści się więc ostatecznie w dwóch tomikach, ale historia tak naprawdę się nie zamyka. Co niektórzy mogą uznać to za irytujące, a niektórym może się taki zabieg spodobać. Rzecz gustu, oczywiście. Ja mam wrażenie, jakby autorka nie miała sensownego pomysłu na pociągnięcie tej historii, więc w pewnym momencie postanowiła ją przeciąć. Mimo to, polecam. Psi Boy to urocza opowieść, z urzekającym bohaterem w roli głównej.

niedziela, 4 września 2011

Kaicho wa maid-sama! czyli Pokojówka i Zboczony Kosmita

Misaki Ayusawa jest przewodniczącą szkolnego samorządu Liceum Seika. Szkoła ta dopiero od niedawna jest placówką koedukacyjną, przedtem była wyłącznie męska, a i teraz dziewczęta stanowią zaledwie niewielki procent uczniowskiej populacji. Misaki postawiła przed sobą wyjątkowo trudne zadanie: sprawić, by w Seika chciało się uczyć więcej dziewcząt i by niezbyt dotąd pochlebna opinia, jaką cieszyła się szkoła zmieniła się diametralnie. Nic więc dziwnego, że panna Ayuzawa niezwykle przykłada się do pełnienia swoich obowiązków. Jest przerażająca, restrykcyjna i absolutnie bezwzględna w respektowaniu zasad szkolnego regulaminu. Jej ofiarą najczęściej padają chłopcy, którzy głupimi pomysłami straszą nieliczne obecne w szkole dziewczęta i narażają na szwank dobre imię placówki. Nic więc dziwnego, że wśród męskiej części liceum przewodnicząca często bywa uznawana za demona z piekła rodem. Co w takim razie powiedzieliby, gdyby zobaczyli czym ta twarda i straszliwa kaicho-demon, zajmuje się poza szkołą? Rodzina dziewczyny znajduje się w dość trudnej sytuacji finansowej, Misaki więc dorabia sobie w kawiarence jako kelnerka. Nie byłoby w tym oczywiście nic dziwnego, gdyby nie to, że Maid Latte to kawiarnia cosplayowa, zaś obowiązkiem kelnerek jest stworzyć wizerunek uległej, ciepłej i słodkiej pokojówki. W oczywisty sposób nie godzi się to z opinią jaką Misa cieszy się w szkole, więc słusznie czy nie, obawia się ona utracić autorytet, gdyby cała sprawa wyszła na jaw. Jak można by się spodziewać, tajemnicy długo utrzymać się nie da, sekret Misaki odkrywa jeden z najbardziej grających jej na nerwy uczniów - Takumi Usui, szkolny playboy, cieszący się ogromną popularnością wśród dziewczyn i mirem wśród chłopaków. Przewodnicząca jest pewna, że jej skrzętnie skrywana tajemnica wkrótce nią być przestanie, lecz ku jej zaskoczeniu Usui zatrzymuje rzecz dla siebie. Jakie są jego pobudki, okazuje się wkrótce; najwyraźniej postanowił sobie zrobić zabawę i zacząć prześladować Misaki w jej miejscu pracy, by musiała witać go słodkim: Okaeri-nasai mase, goshujin-sama! Tak to wygląda z perspektywy dziewczyny, ale czy rzeczywiście właściwie ocenia motywy Usuiego, któremu zdążyła przylepić etykietkę" zboczonego kosmity"?
Kaicho wa maid-sama! jest komedią i szkolnym romansem i jako takie nie wnosi nic nowego do gatunku, powielając schematy i wątki. Ale jak na mało oryginalne anime, ogląda się je zaskakująco przyjemnie. Jeśli nastawimy się na prostą fabułę, nie oczekując zbyt wielu zaskoczeń i nie przeszkadza nam "powtórka z rozrywki", ten tytuł sprawić może sporo przyjemności. Szczególnie polecam go fanom Special A, ponieważ podobieństw pomiędzy obiema seriami jest sporo, a para głównych postaci, to niemal kopie charakterów ze Special A. Tak jak i tam, mamy w Kaicho wa maid-sama silną bohaterkę o stanowczym charakterze, która z uporem dąży do celu, polegając tylko na własnej sile i talentach oraz przystojnego blondyna, bożyszcze tłumów, celującego w złośliwych komentarzach, który wydaje się być utalentowany w absolutnie każdej dziedzinie. Bohaterowie, nie tylko ci z pierwszego planu są zresztą jedną z zalet serii - uroczy, pełni wdzięku i sympatyczni, nietrudno ich nie polubić, choć o realizm i głębszą psychologię proszę się nie dopominać, nie ten ciężar gatunkowy. Przyznam, że pierwsze odcinki serii zrobiły na mnie wrażenie zupełnie przeciętnych i trochę trwało, zanim w końcu dałam się przekonać do tego anime. Wielką zasługę miał w tym Nobuhiko Okamoto, seiyuu Usuiego. To jego głos przytrzymał mnie przy ekranie, w absolutnie genialny sposób oddał charakter chłopaka, gdy ten wygłasza swoje ironiczne komentarze, nadając mu ton całkowicie zblazowany i znudzony. To naprawdę trzeba usłyszeć, szczególnie, że postaci Usuiego dostały się jedne z lepszych tekstów, jakie padają w Kaicho wa maid-sama!
Technicznie anime nie wychodzi poza ramy szablonu. Grafika jest przeciętna, design postaci owszem ładny, ale animacja nie wzbudzi żadnych ochów i achów. Pozbawione precyzji tła, które w niektórych scenach zmieniają się w prawdziwe szkaradzieństwo, czasem nierówny rysunek postaci, słowem zachwytów nie ma. To samo zresztą odnosi się do muzyki, zarówno opening jak i endingi (tych jest dwa) to słodkie popowe utworki, jakich wszędzie można pełno usłyszeć. Openingu w wykonaniu Saayi Mizuno My Secret nawet dość przyjemnie się słucha, endingi zaś radzę obejrzeć ze względu na postać Usuiego, w anime nie zostaje wyjaśniona jego przeszłość czy sytuacja rodzinna, a z endingowej grafiki można domyślić się, że wygląda ona dość ciekawie. Zresztą i utworków końcowych całkiem fajnie się słucha, więcej w nich "mocy" niż w słodkiej czołówce. Bardziej przypadł mi do gustu Yokan niż Loop, obydwa wykonywane przez Heidi, ale obu piosenek da się słuchać bez skrzywienia.
Podsumowując, jeśli macie ochotę na lekką, niezobowiązującą szkolną komedię Kaicho wa maid-sama! nadaje się idealnie. Dobrze się przy tej serii odpoczywa, a jeśli podejdzie się do niej bez większych oczekiwań, na pewno rozbawi i zabawi. Samo zakończenie jest całkiem zgrabne, ale nie ostateczne i zostawia twórcom furtkę do stworzenia drugiej serii, szczególnie, że wydarzenia przedstawione w anime, to zaledwie przygrywka do tego, co potem rozwija się w mandze. Tak, zaciekawiona wątkami niewyjaśnionymi w serii telewizyjnej, poszukałam mangi i muszę stwierdzić, że wersja papierowa jest lepsza niż animowana. Bohaterowie mają tu więcej głębi, ich działania są znacznie lepiej umotywowane, a sama fabuła jest ciekawsza. Misaki pokazuje się z bardziej "dziewczęcej" strony, oraz wyjaśniają się tajemnice związane z Usuim. Dlatego warto poświęcić uwagę także rysowanemu wariantowi historii tego romansu.
W porównaniu z anime jedynym mankamentem mangi jest brak głosu Usuiego ^^
Nie zachęcam, ani nie zniechęcam do tego tytułu. Zupełnie obiektywnie rzecz biorąc nie dałabym anime więcej niż pięć/sześć punktów. Niemniej jest zbyt charakterystyczny dla gatunku, żeby móc go oceniać bezstronnie, bo w końcu obejrzenie go sprawiło mi całkiem sporo frajdy. Ot, trzeba mieć po prostu ochotę na ten konkretny rodzaj i przyjąć go z całym dobrodziejstwem inwentarza.