Touru Kono na skutek osobistych problemów musi się przenieść do nowej szkoły w środku semestru. Placówka, do której zdecydował się zdawać ma świetną opinię, osiąga wysokie notowania we wszelkiego typu rankingach i jest wyłącznie męska. Więc skąd już pierwszego dnia Touru natyka się na piękną dziewczynę w stroju gothic lolitki? W dodatku w szkole zostaje przyjęty aż nazbyt entuzjastycznie, a rzucane mu zachwycone spojrzenia jakoś budzą niezbyt dobre przeczucia... Tajemnica szybko zostaje wyjaśniona. Otóż w szkole działa coś, co określa się jako Hime System. Spośród uczniów zostają wybrani chłopcy o wyjątkowej, delikatnej urodzie. Zostają wdrożeni w program i przebrani za dziewczyny służą za coś w rodzaju szkolnych maskotek. Do tej pory jako księżniczki działali Yuujiro Shihoudani i Mikoto Yutaka. A ponieważ Touru wyróżniający się swoim dziewczęcym typem urody idealnie nadaje się na trzecią księżniczkę, Rada Uczniowska (która w szkole ma dużą swobodę działania) na czele z jej przewodniczącym Shuyą Arisadą zdecydowała, że dołączy on do księżniczkowego dormitorium. Touru początkowo degustowany i nieco przerażony szybko zmienia zdanie. Przyczyną tego nie jest wcale dobrowolny przymus (Rada ma moc i władzę nie klasyfikować ucznia, który nie zgodzi się pełnić obowiązków księżniczki), ale całkiem niezła sumka, jaką każda hime dostaje za swoją pracę. A budżet przeznaczony na System Księżniczek jest naprawdę imponujący. Czyżby w naszym bohaterze obudził się materialista?
No dobrze, tylko co w ogóle robi taka księżniczka? Ogólnie rzec by można: roztacza czar. Dopinguje zespoły, motywuje uczniów, porusza się z wdziękiem, przesyła pocałunki i służy za coś w rodzaju buforu dla szkolnych konfliktów i starć. Ostatecznie w szkole pełnej dorastających chłopców mogłoby zajść do sporo całkiem nieprzyjemnych zdarzeń. Księżniczki, skupiając na sobie uwagę i stając się obiektem westchnień i fantazji – niwelują napięcie. Touru szybko znajduje wspólny język z Yuujiro (który ze swoimi długimi blond włosami niewiele musi robić, by zostać wziętym za kobietę – w gruncie rzeczy ładniejsza z niego dziewczyna niż chłopak ^^) i razem usiłują spacyfikować Mikoto, który ze wszystkich sił opiera się odgrywaniu roli princessy. Touru szybko „łapie” atmosferę nowej szkoły i wydaje się, że przez większość czasu znakomicie się bawi, ale co tak naprawdę ukrywa za sympatycznym uśmiechem?
Fabuła Princess Prinsess kręci się głównie wokół Księżniczkowego Tria, chłopcy poznają się bliżej, nawiązują więzy przyjaźni i wspierają wzajemnie. Każdy z nich ma swoje problemy osobiste – Yuuijiro ucieka od rodziny i poczucia wyobcowania, Mikoto za wszelką cenę chce ukryć przed swoją dziewczyną fakt, że w szkole paraduje ubrany w damskie ciuszki (wcale się nie dziwię, też bym nie chciała wiedzieć, że mój chłopak wygląda w damskiej wersji lepiej niż ja ^.^). Z kolei Touru również traktuje rolę księżniczki jako odskocznię od własnych rodzinnych kłopotów. A te są poważne. Bohaterowie Princess Princess to bardzo sympatyczna zbieranina charakterów. Od miłego, ujmującego Touru, nieco złośliwego Yuujiro, głośnego, odrobinę niezdarnego Mikoto, aż po bohaterów pobocznych: braci Sakamoto, Arisadę, radę uczniowską, Megumi i przebojową siostę Mikoto.
Animacja przedstawia się raczej przyzwoicie, choć nie jest to jakiś szczególnie powalający poziom grafiki. A nawet, jeśli się dobrze przyjrzeć, widoczne są pewne niedoróbki (Touru w kilku scenach wygląda jakby miał obustronnego zeza). Nie jest to jednak coś nad czym trzeba jęczeć, lamentować i zgrzytać zębami. No może poza perfekcjonistami i specjalistami, którzy znają się na technice graficznej obróbki. Mogłabym właściwie przyczepić się do kolorystyki – zbyt cukierkowej jak na mój gust, ale mi się nie chce ^.~
Muzyka również przedstawia się na poziomie średnim. Raczej przyjemny popowy kawałek, który wykorzystano w openingu Kimi to Deatte Kara wykonany przez Atsushi Miyazawę wpada w ucho, ale na dłużej w nim nie zostaje. Odrobinę bardziej podobał mi się ending (także graficznie) Hohoemi o Agetai śpiewany przez tajemniczą formację team-F. I właściwie jest to wszystko, co można o ścieżce dźwiękowej do tego anime powiedzieć. Z pewnością w trakcie jakieś brzmienia występują, ale nie udało mi się ich zarejestrować. Idealnie widać wtapiają się w tło ^.^
Princess Princess odebrałam jako przyjemną, niezbyt wymagającą serię. Chyba określenie „sympatyczna” jest tu najwłaściwsze. Sam pomysł z lekka ryzykowny wykorzystano całkiem sprawnie, a twórcy nie przekroczyli granicy dobrego smaku – i chwała im za to. W dodatku został całkiem przekonywująco umotywowany, a to jest już pewną sztuką przekonać widza, że przebieranie chłopców za panienki ma głębszy sens ^.~ Humor miesza się tu z akcentami nieco bardziej dramatycznymi, ale punkt ciężkości nigdy się nie przesuwa – scenarzyści cały czas mają na uwadze, że to komedia, nie dramat. To również liczy się na plus.
W sumie Princess Princess przedstawia się jako lekka, zabawna i miła w odbiorze anime. Dla mnie osobiście jeden z sympatyczniejszych tytułów z gatunku shonen ai z jakim się zetknęłam. Zaraz, zaraz... to było shonen ai?!?!
(Wątpliwości „Ałtorki” są uzasadnione. W całej serii mamy jedną jedyną scenę pocałunku, w dodatku udawanego, a oprócz tego bohaterowie przez większość czasu usiłują umówić się na randkę z przedstawicielkami płci przeciwnej. To, że sami są brani za dziewczyny - nawet w męskich mundurkach - specjalnie im sprawy nie ułatwia).
No cóż. Whatever. A serię polecam. Miło się ogląda.

