totoro

totoro

środa, 5 października 2011

"Czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie?" - Venus Capriccio


Tamaki Habara wychowała się w rodzinie, w której przeważali mężczyźni. Mając za wzór czterech starszych braci, nic dziwnego, że sama stała się chłopczycą i przejęła ich głośny, energiczny i pozbawiony wdzięku styl zachowania. Matka, chcąc by córka stała się bardziej dziewczęca zapisała ją na lekcje gry na fortepianie. Tamaki, której zupełnie się to nie podobało uciekała z tych lekcji, kiedy się tylko dało. Podczas jednej z takich ucieczek, natknęła się na młodszego o dwa lata chłopca, Akirę Sasakiego, ten zaś zaproponował, że będzie ją uczył. Dzięki niemu Tamaki odkryła, że gra na fortepianie może sprawić prawdziwą frajdę. Nie zdawała sobie sprawy, że jej żywiołowe reakcje i radość życia w ten sam sposób wpłynęły na Akirę, który choć bardzo utalentowany, nie potrafił odnaleźć przyjemności w muzyce, jaką grał. Tak oto zawiązała się głęboka przyjaźń, trwająca przez całe dzieciństwo. Dla Tamaki Akira zawsze był kimś, kogo mogła podziwiać, jeszcze jeden brat, czy też - biorąc poprawkę na niezwykłą urodę chłopca – śliczna siostrzyczka. Tymczasem Akira któregoś dnia wyraźnie okazuje, że wcale nie uważa Tamaki za siostrę ani wyłącznie za przyjaciółkę i darzy ją znacznie głębszym uczuciem... Tamaki staje przed dylematem- jak się wobec takiego dictum zachować? A przede wszystkim, jakie są tak naprawdę jej własne uczucia wobec Akiry?
Na Venus Capriccio trafiłam, zapoznawszy się z inną mangą autorki, recenzowaną wcześniej Psi Boy. Wydała mi się podobna w klimacie do Nodame Cantabile, a ponieważ traktowała o muzyce, na dodatek miała status ukończonej, uznałam, że mogę się z nią zapoznać. Kreska pani Nishikaty już wcześniej przypadła mi do gustu, a że Venus Capriccio (Venus Kisoukyoku) to przedstawicielka gatunku shoujo, na który ostatnio miewam chętkę, sprawa była przesądzona. Lektura okazała się doznaniem zdecydowanie przyjemnym. Venus Capricio to manga i zabawna i poniekąd wzruszająca, a choć ma swoje ograniczenia i nie wolna jest od schematów, ostateczne wrażenia każą mi oceniać ten tytuł na plus. Fabuła nie jest tu najważniejsza. To szereg scenek i wydarzeń, które mają za zadanie przede wszystkim przybliżyć charaktery dwójki postaci – dopiero w ostatnich rozdziałach nabiera cech jednolitego ciągu przyczynowo-skutkowego. Dwójki, ponieważ to przede wszystkim Tamaki i Akira są bohaterami tej mangi, na nich skupia się niemal cała autorska uwaga, spychając pozostałe osoby do roli epizodów, lub katalizatorów, powodujących dalsze zdarzenia. Mamy tutaj rozwijający się powoli, wyrastający z dziecięcej przyjaźni, romans i stopniową, niemal niewidoczną ewolucję postaci. Bardzo spodobało mi się ukazanie w jak subtelny sposób bohaterowie na siebie wzajemnie wpływają, choć są całkowicie kontrastowi, dwa przeciwne bieguny. Tamaki to żywioł, pełna energii chłopczyca, która działa bez namysłu, mówi to, co myśli; bardzo otwarta, czasem irytująco niedomyślna i nietaktowna. Akira z kolei jest niezwykle wyciszony, introwertyczny, jak na swój młody wiek bardzo opanowany i dojrzały. Jest też utalentowanym pianistą, od czasu do czasu grywa w nocnym klubie, zaś styl gry jest odzwierciedleniem jego osobowości – łagodne, piękne interpretacje o miękkich tonach. Ta kontrastowość charakterów świetnie się tu sprawdza, stając się przyczyną wielu humorystycznych scenek, ale pomimo różnic – para świetnie się rozumie i wzajemnie wspiera. Tamaki przy Akirze się wycisza, z czasem staje mniej gwałtowna, Akira z kolei, grając dla dziewczyny odnajduje własny styl i radość płynącą z muzycznej interpretacji.
Mangaczka bodaj od drugiego tomu zaoferowała czytelnikowi zabawny akcent w postaci dodatku, w którym odwraca role i zamienia bohaterom charaktery, Tamaki czyniąc dojrzałą i opanowaną, Akirę wyposażając w nadmiar energii i pozbawiając gracji. To ciekawy zabieg, dający czytelnikowi sporo frajdy, gdy obserwuje protagonistów serii w tak nietypowych dla nich zachowaniach.
Wspominałam, że w mandze pojawiają się inne postaci. Owszem Venus Capriccio nie ogranicza się wyłącznie do Tamaki i Akiry, ale bez wątpienia to oni są tu najważniejsi, akcenty położone na postaciach rozłożone są bardzo nierównomiernie. Pozostali nie mają już tak pogłębionych charakterów, naszkicowani raczej, choć nie pozbawieni uroku. Kei Azegami, który dzięki interwencji Tamaki staje się przyjacielem Akiry, Oda Shinobu- dawny prywatny nauczyciel gry Akiry, obecnie sensei w szkole muzycznej, do której nasza para uczęszcza, a zarazem osoba, którą Akira szczerze nie znosi; Julian Clement, przybysz z zagranicy, którego pragnieniem jest usłyszeć grę Akiry i dzięki któremu chłopak na wiele spraw spojrzy z zupełnie nowej perspektywy. Wszystko to postaci, które stają się przyczyną zmian i popychają akcję ku kulminacyjnemu punktowi, jakim jest zmierzenie się
Akiry ze swoją przeszłością, a w rezultacie z wizją własnej przyszłości.
Napisałam nieco wcześniej, że tytuł ten skojarzył mi się z Nodame Cantabile, wrażenie to szybko jednak się rozwiało. Owszem są pewne podobieństwa, niemniej klimat obu historii jest jednak zupełnie inny, odbiera się je w odmienny sposób. W Nodame punkt ciężkości spoczywa na staraniach i talentach bohaterów, romans rozgrywał się niejako „przy okazji”. W Venus Capriccio uczucia odgrywają o wiele większą rolę, a przy tym relacje pomiędzy bohaterami są znacznie bardziej wysubtelnione, choć pomiędzy Nodame a Tamaki z pewnością da się dostrzec podobieństwo charakterów.
Pisałam już wcześniej w recenzji Psi Boya, że kreska pani Nishikaty jest bardzo przyjemna dla oka. Zwiewna, lekka, romantyczna – idealna, by przedstawić historię miłosną z fortepianem w tle. Postaci rysowane są w charakterystyczny sposób – wysokie, bardzo smukłe (żeby nie powiedzieć anorektyczne), pełne uroku. Design to coś, czego należałoby się spodziewać po mandze typu shoujo – Akira, jak na biszonena przystało, jest posiadaczem urodziwej, dziewczęcej niemal twarzy, Tamaki zaś... Tutaj autorce należą się duże brawa. Ciężko jest narysować śliczną dziewczynę i przedstawić ją jako postać kompletnie pozbawioną wdzięku. Mangaczce się to udało, bez dwóch zdań. Rysunek sylwetki, pozy Tamaki idealnie odzwierciedlają jej charakter – pozbawiona gracji chłopczyca, dla której włożenie sukienki i butów na obcasie to swego rodzaju poświęcenie. Od strony technicznej manga prezentuje się bez zarzutu, jedyne co można by jej zarzucić to brak w wielu kadrach dopracowanego tła. Zarzut ten można jednak łatwo obalić, pusty kadr skupia uwagę na postaci bohaterów – ich wyrazie twarzy, oczu, gestach. Ostatecznie nie o miejsca tu chodzi, ale o to, co rozgrywa się, czasem w bardzo wysublimowany sposób, pomiędzy bohaterami.
Historia zamyka się w pięciu tomikach, a jej rozwiązanie jest poniekąd otwarte. Zabrakło mi tu kilku domknięć, paru ostatecznie dopowiedzianych spraw, ale po namyśle uznałam, że taki finał jest całkiem zadowalający. Venus Capriccio nie jest jakąś szczególnie porywającą, zatykającą dech w piersiach historią. To sprawnie opowiedziany i narysowany delikatną kreską romans, który urzeka ciepłą, uroczą nutą. Jeśli macie ochotę na sympatyczną serię shoujo, z muzyką w tle, sięgnijcie po Venus Capriccio. Potrafi wciągnąć, rozbawić, a nawet wzruszyć, z pewnością zaś poprawia samopoczucie. A to już całkiem niezła rekomendacja, prawda?