totoro

totoro

niedziela, 4 września 2011

Kaicho wa maid-sama! czyli Pokojówka i Zboczony Kosmita

Misaki Ayusawa jest przewodniczącą szkolnego samorządu Liceum Seika. Szkoła ta dopiero od niedawna jest placówką koedukacyjną, przedtem była wyłącznie męska, a i teraz dziewczęta stanowią zaledwie niewielki procent uczniowskiej populacji. Misaki postawiła przed sobą wyjątkowo trudne zadanie: sprawić, by w Seika chciało się uczyć więcej dziewcząt i by niezbyt dotąd pochlebna opinia, jaką cieszyła się szkoła zmieniła się diametralnie. Nic więc dziwnego, że panna Ayuzawa niezwykle przykłada się do pełnienia swoich obowiązków. Jest przerażająca, restrykcyjna i absolutnie bezwzględna w respektowaniu zasad szkolnego regulaminu. Jej ofiarą najczęściej padają chłopcy, którzy głupimi pomysłami straszą nieliczne obecne w szkole dziewczęta i narażają na szwank dobre imię placówki. Nic więc dziwnego, że wśród męskiej części liceum przewodnicząca często bywa uznawana za demona z piekła rodem. Co w takim razie powiedzieliby, gdyby zobaczyli czym ta twarda i straszliwa kaicho-demon, zajmuje się poza szkołą? Rodzina dziewczyny znajduje się w dość trudnej sytuacji finansowej, Misaki więc dorabia sobie w kawiarence jako kelnerka. Nie byłoby w tym oczywiście nic dziwnego, gdyby nie to, że Maid Latte to kawiarnia cosplayowa, zaś obowiązkiem kelnerek jest stworzyć wizerunek uległej, ciepłej i słodkiej pokojówki. W oczywisty sposób nie godzi się to z opinią jaką Misa cieszy się w szkole, więc słusznie czy nie, obawia się ona utracić autorytet, gdyby cała sprawa wyszła na jaw. Jak można by się spodziewać, tajemnicy długo utrzymać się nie da, sekret Misaki odkrywa jeden z najbardziej grających jej na nerwy uczniów - Takumi Usui, szkolny playboy, cieszący się ogromną popularnością wśród dziewczyn i mirem wśród chłopaków. Przewodnicząca jest pewna, że jej skrzętnie skrywana tajemnica wkrótce nią być przestanie, lecz ku jej zaskoczeniu Usui zatrzymuje rzecz dla siebie. Jakie są jego pobudki, okazuje się wkrótce; najwyraźniej postanowił sobie zrobić zabawę i zacząć prześladować Misaki w jej miejscu pracy, by musiała witać go słodkim: Okaeri-nasai mase, goshujin-sama! Tak to wygląda z perspektywy dziewczyny, ale czy rzeczywiście właściwie ocenia motywy Usuiego, któremu zdążyła przylepić etykietkę" zboczonego kosmity"?
Kaicho wa maid-sama! jest komedią i szkolnym romansem i jako takie nie wnosi nic nowego do gatunku, powielając schematy i wątki. Ale jak na mało oryginalne anime, ogląda się je zaskakująco przyjemnie. Jeśli nastawimy się na prostą fabułę, nie oczekując zbyt wielu zaskoczeń i nie przeszkadza nam "powtórka z rozrywki", ten tytuł sprawić może sporo przyjemności. Szczególnie polecam go fanom Special A, ponieważ podobieństw pomiędzy obiema seriami jest sporo, a para głównych postaci, to niemal kopie charakterów ze Special A. Tak jak i tam, mamy w Kaicho wa maid-sama silną bohaterkę o stanowczym charakterze, która z uporem dąży do celu, polegając tylko na własnej sile i talentach oraz przystojnego blondyna, bożyszcze tłumów, celującego w złośliwych komentarzach, który wydaje się być utalentowany w absolutnie każdej dziedzinie. Bohaterowie, nie tylko ci z pierwszego planu są zresztą jedną z zalet serii - uroczy, pełni wdzięku i sympatyczni, nietrudno ich nie polubić, choć o realizm i głębszą psychologię proszę się nie dopominać, nie ten ciężar gatunkowy. Przyznam, że pierwsze odcinki serii zrobiły na mnie wrażenie zupełnie przeciętnych i trochę trwało, zanim w końcu dałam się przekonać do tego anime. Wielką zasługę miał w tym Nobuhiko Okamoto, seiyuu Usuiego. To jego głos przytrzymał mnie przy ekranie, w absolutnie genialny sposób oddał charakter chłopaka, gdy ten wygłasza swoje ironiczne komentarze, nadając mu ton całkowicie zblazowany i znudzony. To naprawdę trzeba usłyszeć, szczególnie, że postaci Usuiego dostały się jedne z lepszych tekstów, jakie padają w Kaicho wa maid-sama!
Technicznie anime nie wychodzi poza ramy szablonu. Grafika jest przeciętna, design postaci owszem ładny, ale animacja nie wzbudzi żadnych ochów i achów. Pozbawione precyzji tła, które w niektórych scenach zmieniają się w prawdziwe szkaradzieństwo, czasem nierówny rysunek postaci, słowem zachwytów nie ma. To samo zresztą odnosi się do muzyki, zarówno opening jak i endingi (tych jest dwa) to słodkie popowe utworki, jakich wszędzie można pełno usłyszeć. Openingu w wykonaniu Saayi Mizuno My Secret nawet dość przyjemnie się słucha, endingi zaś radzę obejrzeć ze względu na postać Usuiego, w anime nie zostaje wyjaśniona jego przeszłość czy sytuacja rodzinna, a z endingowej grafiki można domyślić się, że wygląda ona dość ciekawie. Zresztą i utworków końcowych całkiem fajnie się słucha, więcej w nich "mocy" niż w słodkiej czołówce. Bardziej przypadł mi do gustu Yokan niż Loop, obydwa wykonywane przez Heidi, ale obu piosenek da się słuchać bez skrzywienia.
Podsumowując, jeśli macie ochotę na lekką, niezobowiązującą szkolną komedię Kaicho wa maid-sama! nadaje się idealnie. Dobrze się przy tej serii odpoczywa, a jeśli podejdzie się do niej bez większych oczekiwań, na pewno rozbawi i zabawi. Samo zakończenie jest całkiem zgrabne, ale nie ostateczne i zostawia twórcom furtkę do stworzenia drugiej serii, szczególnie, że wydarzenia przedstawione w anime, to zaledwie przygrywka do tego, co potem rozwija się w mandze. Tak, zaciekawiona wątkami niewyjaśnionymi w serii telewizyjnej, poszukałam mangi i muszę stwierdzić, że wersja papierowa jest lepsza niż animowana. Bohaterowie mają tu więcej głębi, ich działania są znacznie lepiej umotywowane, a sama fabuła jest ciekawsza. Misaki pokazuje się z bardziej "dziewczęcej" strony, oraz wyjaśniają się tajemnice związane z Usuim. Dlatego warto poświęcić uwagę także rysowanemu wariantowi historii tego romansu.
W porównaniu z anime jedynym mankamentem mangi jest brak głosu Usuiego ^^
Nie zachęcam, ani nie zniechęcam do tego tytułu. Zupełnie obiektywnie rzecz biorąc nie dałabym anime więcej niż pięć/sześć punktów. Niemniej jest zbyt charakterystyczny dla gatunku, żeby móc go oceniać bezstronnie, bo w końcu obejrzenie go sprawiło mi całkiem sporo frajdy. Ot, trzeba mieć po prostu ochotę na ten konkretny rodzaj i przyjąć go z całym dobrodziejstwem inwentarza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz