totoro

totoro

piątek, 21 stycznia 2011

Komu, kooomu szonenaja? Prosto z cukierni!


     Yaoi? Nie tykam tego nawet kijem!  - oświadczyłam kiedyś Rudowłosej. Życie bardzo lubi weryfikować takie stanowczo wygłaszane opinie, wcale nie inaczej było w moim przypadku. Nagle i zupełnie bez powodu poczułam chętkę na shonen ai. Chętka była tak duża, że w końcu uległam kaprysowi i obejrzałam coś z „tego gatunku”. No i... Ale od początku.
     Antique Bakery to nazwa cukierni, w której i wokół której rozgrywa się akcja tej 13-odcinkowej serii anime. Cukiernię otwiera Tachibana Keiichiro, 32-letni syn wpływowej, bogatej rodziny japońskiej. Otwiera głównie po to, by wreszcie zmierzyć się z koszmarem z dzieciństwa. Jaką traumę można mieć w związku z cukiernią? Ano, okazuje się można. Tachibana jako dziecko został porwany i przetrzymywany siłą. Szczęśliwie udało mu się powrócić do rodziny, ale zostawiło to na nim trwały ślad. Z tego okresu zostały mu luki w pamięci, senne koszmary i niechęć do słodyczy. Jedyne, co pamięta to to, że porywacz karmił go deserami. Głónym cukiernikiem Tachibany zostaje Ono Yusuke. Obaj panowie znali się jeszcze ze szkoły, a swego czasu Ono wyznał Tachibanie miłość. Ten zaś odmówił mu w słowach raniących i okrutnych. Po tym incydencie Ono zmienił całkowicie swoje życie, został mistrzem cukiernictwa, by po pewnym czasie trafić do Antique Bakery. Dlaczego osoba uważana za geniusza deserów nie może nigdzie zagrzać miejsca na dłużej? No cóż, wszystko związane jest z jego orientacją seksualną i wbrew pozorom, nie chodzi tu o dyskryminację. Ale z racji tego, że to jeden z zabawniejszych wątków anime, nie będę spoilerować ^^ Z czasem do obsady AB dołączają młody ex-bokser, Kanda Eiji, którego kariera sportowa skończyła się szybciej, niż się zaczęła oraz Kobayakawa Chikage, przyjaciel Tachibany i jego ochroniarz, a jednocześnie niezdara i duże dziecko. Taaa, zdążyliście porobić pairingi miedzy bohaterami? Nic z tego! ^^ Zdeklarowanymi gejami w tej serii będzie tylko dwóch bohaterów. Tachibana to stuprocentowy hetero, a choć w przypadku Eijiego można by mieć wątpliwości, to jego relacje z Ono nie wykraczają poza formułę uczeń-sensei. Choćby nie wiem jak wysilał wyobraźnię, nie będzie to nic innego ^^ Fabuła anime dotyczy głównie relacji pomiędzy panami, opowiada o zdarzeniach z ich życia, a każdy z nich boryka się ze swoimi problemami. Co ciekawe, są to sprawy niebanalne, bohaterowie bynajmniej nie są przewidywalni. Wątek shonen ai obecny dość mocno, nie dominuje jednak całej serii, podany jest raz w tonacji komediowej, raz w sposób nie pozbawiony dramatyzmu. Mnie osobiście romans męsko-męski niezbyt przypadł do gustu – niektóre sceny niebezpiecznie pachną kiczem. No proszę wybaczyć, ale moment, w którym Yusuke i Chikage objęci różanym blaskiem, „tańczą wśród opadających kropel deszczu” rozłożył mnie na łopatki. Takiej sztampy nie zniosłabym w wykonaniu pary hetero, a o homoseksualnej nie wspomnę. Może brak mi poczucia romantyzmu? ^^”
     Animacja to kolejny punkt, na który sobie ponarzekam. Choć wynika to z osobistych preferencji, niż oczywistych wad produkcji. Jeśli jest coś, czego w anime nie cierpię, to łączenie grafiki komputerowej z tradycyjnym rysunkiem. Pól biedy, gdy praca komputera widoczna jest tylko od czasu do czasu, a przejścia realizowane są gładko. Ale gdy grafika wygenerowana komputerowo odcina się wyraźnie od tej „zwyczajnej”... Drażni mnie to nieprzeciętnie. W Antique Bakery niestety obecność komputera jest widoczna aż nazbyt. Mogę to przełknąć przy ujęciach pustych wnętrz, ale gdy do nich dodamy postacie... Zgrzyta! Poza tym jednym, animacji nie mam wiele więcej do zarzucenia (choć to jedno akurat wystarcza za całą listę), design postaci jest sympatyczny – panowie nie są powalająco biszowaci,  niemniej bardziej pasuje to do tak „życiowej” serii jaką jest Antique, niż nadanie im lalkowej urody. Tradycyjnie mają nieproporcjonalny wzrost,  ale to już chyba grzech główny większości japońskich rysowników.
Muzyka... No tak. Chciałam napisać coś o ścieżce dźwiękowej i uświadomiłam sobie, że nie pamiętam ani jednego utworu z tej serii, a opening kojarzę tylko graficznie. Czyli musiało być słabo, a muzyka nie zwróciła żadna nutą mojej uwagi. Dla porządku jednak podaję opening Life Goes On ~ Side K w wykonaniu CHEMISTRY oraz ending Life Goes On ~ Side D tego samego wykonawcy. Opening jest o tyle ciekawie zrobiony, że na rzeczywiste wnętrza nałożone są kartonowe postaci. Tyle co do muzyki.
     Czas na ogólne podsumowania. Zachwytów w tym co napisałam powyżej nie było i teraz tez ich nie będzie. Antique Bakery jest serią sympatyczną i dobrą na przerywnik, lub chwilę, gdy kompletnie nie ma się pomysłu, co oglądać. Nie zrozumiejmy się źle, to nie jest złe anime. Tyle tylko, że nie porywa. Dla mnie boleśnie przeciętna – ani bohaterowie nie zdołali mnie do siebie przekonać, o grafice i muzyce już wspomniałam, słowem nie ma tu nic, co mogłoby mnie skłonić do zawyżenia końcowej oceny. Owszem istnieje sporo gorszych serii. Antique potrafi rozbawić, zaskoczyć, domyślam się, że nawet wzruszyć - co bardziej czułe na miłosne perypetie serca. Mnie jakoś brak na takowe wrażliwości. Więc zapytana o to anime mogłabym tylko odpowiedzieć: Antique Bakery? Ot, takie sobie. 

PS. Jeszcze jedno. Nie radzę oglądać tego anime, gdy jesteście na diecie lub słodyczowym głodzie, a w pobliżu nie ma ani kruszyny najmarniejszego cukierka. Seria potrafi wzbudzić ogromną, niepohamowaną ochotę na słodkości - te ciasta, ciasteczka, desery... Mmmniam!

7 komentarzy:

  1. Ehehe, nie wiem, czy Lavenda pamięta, od czego zaczęło się szonenajowanie Rudowłosej ;D
    No cóż, chyba żadnego szonenaja nie należy traktować za bardzo poważnie, nawet jeśli to dramat z kategorii najbardziej dramatycznych (patrz Uramoda [lol]). A te sceny kwietne dostarczyły nam obu uciechy ;D A i traumy były do zniesienia, bo czym jest taka trauma Tachibany w porównaniu z traumą Yukiego? ;]

    OdpowiedzUsuń
  2. Junjou Romantica to szlachetny wyjątek pośród szonenajów, sasasasasa ^^
    A porównanie Tachibany i Yukiego rozśmieszyło mnie do łez [leży i kwiczy], wszak "Uramoda" jest w ogóle poza konkurencją, to ewenement sam w sobie :D W porównaniu z "Uraboku" wszystko wydaje się arcydziełem! ^.^

    OdpowiedzUsuń
  3. Zestawienie nie na miejscu oczywiście, bo w porównaniu do Uramody, Antique jako komedia prezentuje się... słabo ;D ;D ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. Coś mi się przypomniało. Lav, a może wkleiłabyś tu swoją recenzję Uraboku (to było Uraboku nie Gintama przecież!). Ona była świetna, taka nic dodać nic ująć ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Hmm, pisałam kiedykolwiek recenzję Uraboku? Jesteś pewna? O.o Muszę to sprawdzić.
    A teraz wytłumacz szanownym czytelnikom dlaczego określasz komedią coś, czemu przypisano kategorię dramat? [lol]
    PS. Przejrzałam temat na L. Istotnie, pisałam coś podobnego. Po kilku przeróbkach i dodatkach mogłaby z tego powstać recenzja ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. Czyż dramat nie może być komedią? ;D
    A temu jeszcze, że w genere na MAL tak napisali. Si, tak właśnie i nie inaczej. Podobnie na Tanuki. No i przecież to było często zabawne, mimo "życiowych" rozterek bohaterów ^^

    Czekam na recenzję Ura!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja bym nawet rzekła, że to dzięki tym "życiowym" rozterkom było tak zabawnie :lol:
    Postaram się z "Uramodą". To się nawet całkiem wpisze w cykl szonenajowych recenzji :]

    OdpowiedzUsuń