Jesień, jesień, a jesienią wysyp nowych animacji. Pewnie trochę późno na robienie bilansu jesiennego sezonu, zwłaszcza, że grudzień tuż, tuż, a większość serii premierę miała dawno temu, no ale... Trzeba się w końcu określić ^^ W tym sezonie nowych tytułów jak mrówków, aż trudno się zdecydować co tu oglądać! Szczególnie, że doba ma wciąż tylko 24 godziny i nijak nie chce zrobić się bardziej elastyczna... No, ale udało mi się pomimo to rzucić okiem na pierwsze epizody kilku nowych serii i przynajmniej częściowo zdecydować się, czy wrzucić coś na Listę Watch On. Musiałam się mocno ograniczać, zwłaszcza, że wciąż mam spore zaległości z poprzednich sezonów. Zatem po kolei:
Aoi Sekai no Chuushin de
Dwa królestwa Segua i Nintendo toczą ze sobą wojnę. Segua ponosi klęskę za klęską, do momentu, gdy w szeregi jej armii nie wkroczy pewien wyjątkowo utalentowany w walce chłopiec, o imieniu Gear. Seria według twórców ma być parodią gier wydawanych przez SEGę i NINTENDO (jak widać nazewnictwo dość bezpośrednio wskazuje, z czym będziemy mieć do czynienia), więc fani postaci z takich gier jak Zelda, Sonic czy Super Mario Bros zapewne będą zainteresowani tym tytułem. Mnie przyciągnął głównie gatunek, lubię fantasy, jednak pierwszy epizod anime okazał się sporym rozczarowaniem. Zaczęło się bardzo przewidywanie: bohater doświadczony traumą, decyduje się sprzeciwić najeźdźcy, który odebrał mu ukochanego brata i dołącza do armii Segui. Wykazuje niesłychany talent, powala przeciwników kilkakrotnie silniejszych i liczebniejszych, dostaje w końcu lanie, bo przecież prawem shonena, każdy w końcu natrafi na silniejszego od siebie. Ale bohater oczywiście się nie poddaje, w walce kompletuje sobie doborową drużynę i... witaj przygodo?
Wrażenia...Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że dalej będzie schematycznie do bólu. Ani fabuła, ani bohaterowie nie zdołali mnie jakoś przekonać do tego tytułu, szczególnie, że wykazuje on wszelkie przejawy nachalnego fanserwisu, czego nie trawię nawet w małych dawkach i anime musi mnie naprawdę mocno zainteresować, żebym była w stanie przymknąć na to oko. Tak więcej, raczej podziękuję, a tytuł wykreślam z listy.
Tytuł, przyznam dość mocno przeze mnie wyczekiwany, głównie dlatego, że od dłuższego czasu śledzę losy bohaterów przedstawione w mandze i ciekawa byłam animacji. Sakura Sakurakouji, piękna i niezwykle popularna uczennica szkoły średniej, postrzegana jest jako osóbka niezwykle delikatna, którą należy chronić i strzec. Rzeczywistość jest jednak nieco inna, Sakura ma bowiem czarny pas w sztukach walki i świetnie posługuje się mieczem. Pewnego dnia jest świadkiem brutalnego morderstwa w parku, morderstwa, które nosi cechy nadnaturalne: młody chłopak za pomocą niebieskiego płomienia obraca w popiół członków miejskiego gangu. Choć Sakura zgłasza sprawę policji, wszystko jednak zostaje zatuszowane, jakby nic nigdy się nie wydarzyło. Dziewczyna jest jednak pewna tego, co widziała. Jakie jest jej zdumienie, gdy zabójca pojawia się w jej szkole jako nowy uczeń, Ogami Rei. Posiadająca szczególne poczucie sprawiedliwości dziewczyna postanawia dowiedzieć się, co się dzieje i w ten sposób wkracza w świat ludzi o niezwykłych mocach, którzy oficjalnie nie istnieją, w świat Code Breakerów.
Wrażenia: bez emocji, ponieważ pierwszy odcinek jest odzwierciedleniem, niemal klatka po klatce tego, co dzieje się w mandze. Miałam dziwne wrażenie, że w anime wszystko rozgrywa się jakby wolniej i jest drętwawe, nie wiem czy to kwestia znajomości wersji papierowej czy też samo anime faktycznie pozbawione jest rytmu. Kreska zbliżona do tej w mandze, więc nie ma zaskoczeń, dobór seyiuu jak na razie mi nie zgrzyta, szczególnie jestem zadowolona z głosu Oagmiego, pasuje do tej chłodnej i starannie ukrywającej emocje postaci. W sumie, zapowiada się nieźle, ale mimo wszystko czegoś mi brakuje. Choć sama nie wiem czego. Niemniej, na listę wciągam, ale bez pośpiechu, priorytetem ten tytuł nie będzie.
Wrażenia: bez emocji, ponieważ pierwszy odcinek jest odzwierciedleniem, niemal klatka po klatce tego, co dzieje się w mandze. Miałam dziwne wrażenie, że w anime wszystko rozgrywa się jakby wolniej i jest drętwawe, nie wiem czy to kwestia znajomości wersji papierowej czy też samo anime faktycznie pozbawione jest rytmu. Kreska zbliżona do tej w mandze, więc nie ma zaskoczeń, dobór seyiuu jak na razie mi nie zgrzyta, szczególnie jestem zadowolona z głosu Oagmiego, pasuje do tej chłodnej i starannie ukrywającej emocje postaci. W sumie, zapowiada się nieźle, ale mimo wszystko czegoś mi brakuje. Choć sama nie wiem czego. Niemniej, na listę wciągam, ale bez pośpiechu, priorytetem ten tytuł nie będzie.
To również seria, na którą czekałam ze sporym zaciekawieniem. Trailery zachęcały, zwłaszcza jeśli chodzi o animację i to grafika w głównej mierze mnie do tego tytułu przyciągnęła. Akcja rozgrywa się w mieście Shizume w jakiejś tam rozwiniętej technologicznie przyszłości. Pomiędzy siedmioma królami zostają rozdzielone strefy wpływów, których granice są ciągle przesuwane, w zależności od poziomu mocy przeciwników. Jednak istnieje podobno jeszcze jeden król, który posiada niszczycielskie moce, zdolne pokonać wszystkie pozostałe klany i wszystko wskazuje na to, że jest nim Yashiro "Shiro" Isana, obdarzony niezwykle łagodną i przyjazną osobowością uczeń Ashinaka High School. Zaczynają polować na niego członkowie Homry, klanu Czerwonego Króla, ale jego śmierci pragnie także tajemniczy szermierz nieżyjącego Siódmego Króla - Kuroh Yatogami...
Wrażenia z pierwszego docinka są jak najbardziej pozytywne! Piękna grafika, znakomite sekwencje walk, bardzo ładnie zanimowana scena pościgu po całym mieście, ciekawie zapętlająca się fabuła, intryga i świetnie zapowiadające się charaktery (plus niesamowita obsada aktorska!), to wszystko tylko zachęca mnie, by bezwzględnie wciągnąć anime na listę. Niemniej jest kilka elementów, które budzą mój niepokój, w tym podejrzanie duża liczba bishonenów, a jeszcze się nie spotkałam z anime, któremu wróżyłoby to dobrze. No nic, zobaczymy, na liście ląduje z całkiem wysokim priorytetem.
Wrażenia z pierwszego docinka są jak najbardziej pozytywne! Piękna grafika, znakomite sekwencje walk, bardzo ładnie zanimowana scena pościgu po całym mieście, ciekawie zapętlająca się fabuła, intryga i świetnie zapowiadające się charaktery (plus niesamowita obsada aktorska!), to wszystko tylko zachęca mnie, by bezwzględnie wciągnąć anime na listę. Niemniej jest kilka elementów, które budzą mój niepokój, w tym podejrzanie duża liczba bishonenów, a jeszcze się nie spotkałam z anime, któremu wróżyłoby to dobrze. No nic, zobaczymy, na liście ląduje z całkiem wysokim priorytetem.
Jak do tej pory były same shouneny, może czas by na jakieś shoujo... Choć gatunek ten chyba jednak lepiej sprawdza się w wersji mangowej. Niemniej, Kamisama Hajimemashita urzekło mnie wyniosłym i aroganckim spojrzeniem jednej z głównych postaci, więc sięgnęłam po pierwszy epizod, nie bardzo wiedząc z czym będę mieć do czynienia. Heroina tego anime Nanami Momozono zostaje pozbawiona dachu nad głową z powodu ojca, który pozaciągawszy hazardowe długi, beztrosko ulatnia się, pozostawiając dziewczynę samej sobie. Nie mając gdzie się podziać, dziewczę ulega namowom, spotkanego w parku dziwnego jegomościa, który za okazaną pomoc oferuje Nanami lokum. Szybko jednak okazuje się, gdzie tkwi w tej propozycji haczyk: lokum okazuje się starą zaniedbaną świątynią, a Nanami zostaje naznaczona jako bóstwo opiekuńcze tego miejsca, co zupełnie ale to zupełnie nie podoba się Tomoe, który pełnił rolę chowańca poprzedniego bóstwa Mikage.
Wrażenia: hmm, słodkie toto jak cukierek i utrzymane w tonie komediowym, ale całkiem niespodziewanie mnie urzekło. Fabuła będzie raczej przewidywalna, podobnie jak typową bohaterką shoujo jest Nanami i nie spodziewam się zaskoczeń, ale seria zapowiada się na miłą, niewymagającą rozrywkę. W wolnej chwili, obejrzę, wciągam na listę.
Wrażenia: hmm, słodkie toto jak cukierek i utrzymane w tonie komediowym, ale całkiem niespodziewanie mnie urzekło. Fabuła będzie raczej przewidywalna, podobnie jak typową bohaterką shoujo jest Nanami i nie spodziewam się zaskoczeń, ale seria zapowiada się na miłą, niewymagającą rozrywkę. W wolnej chwili, obejrzę, wciągam na listę.
Psycho-Pass
W świecie zaawansowanej technologicznie przyszłości ludzkość tak bardzo poszła naprzód, że komputerowe skany mogą już określić stopień agresji u ludzi i podzielić jednostki na przyszłych przestępców oraz spokojnych obywateli. Osobniki, które wykazują przekraczający skalę pomiar agresji są albo eliminowane albo wdrażane do służb policyjnych jako "psy gończe", przydatne, ale stale pilnowane poprzez elektroniczne obroże. Do jednostki policyjnej zostaje przydzielona Akane Tsunemori, naiwna i pełna ideałów, która osiągnęła najwyższe punkty na rządowych egzaminach. Zostaje przydzielona do sił Wydziału Śledczego, gdzie od razu przypada jej udział w pierwszej akcji razem z Egzekutorami, potencjalnymi i faktycznymi kryminalistami, przydzielonymi do służb bezpieczeństwa. Pierwsza akcja zderza świeżo upieczoną panią inspektor z brutalną rzeczywistością i wydaje się całkowitą porażką...
Wrażenia: dobre. Chociaż główna bohaterka dosyć mnie irytuje, anime zawiera w sobie wystarczającą ilość innych, ciekawie pomyślanych charakterów, żebym się nie musiała irytować. Konstrukcja anime'owej rzeczywistości jest intrygująca, przedstawiony świat zachwycił mnie swoją kontrastowością, a reguły rządzące nim, przypominają mi nieco świat GITSa. Odcinek zapowiada serię brutalną, z mrocznawym klimatem, łagodzonym jednak przez, mam wrażenie ironicznie tutaj użyte, hologramowe kawaii maskotki. Mam ochotę na odrobinę mrocznego klimatu i ciekawej intrygi w futurologicznej oprawie. Wciągam na listę bezwzględnie.
Zetsuen no Tempest
Bohaterami anime jest dwóch chłopców: Mahiro Fuwa pełen determinacji poszukujący pomsty za tajemniczą śmierć ukochanej siostry i Yoshino Takigawa, jego przyjaciel, który niespodziewanie zostaje wplątany w serię nadprzyrodzonych zdarzeń, jakie zapoczątkowuje sojusz Mahiro z uwięzioną na nieznanej wyspie czarownicą z klanu Kusaribe - Hakase. Wyzwolona magia i walki wewnętrzne klanu Kusaribe mają straszliwe skutki, świat pogrąża się w chaosie, na ludzi spada tajemnicza zaraza, a na ziemi pojawiają się nieznane istoty przywołane mocą Drzewa Zetsuen. Przepowiednia głosi, że jeśli drzewo to się obudzi, świat czeka zagłada. Mahiro i Yoshino zostają wplątani w walki magów i muszą zdecydować, co jest prawdą, choć sami skrywają niejedną tajemnicę.
Wrażenia: no ba! Czy mogłabym oprzeć się serii, w której jest tyle nawiązań do Szekspira, a bohaterowie gadają cytatami z "Hamleta"? Mieszanka magii i technologii to nigdy specjalnie nie były moje klimaty, wolę czystsze gatunkowo fantasy, ale dla Zetsuen no Tempest obniżę wymagania. Mam nadzieję, że seria mnie nie zawiedzie, bo po pierwszym epie pokładam w niej duże nadzieje!
I to już wszystko. Jak widać mocno przesiałam ofertę tegorocznego jesiennego sezonu, ale też z miejsca odrzuciłam wszelkie przesłodzone szkolne komedyjki, anime z mniejszą czy większą dawką ecchi i haremówki, których ostatnio wybitnie nie trawię. Nad kilkoma tytułami się wahałam, jak choćby Suki-tte Ii na yo, Robotics; Notes czy Magi: Labyrinth of Magic. Ominęłam też kontynuacje takie jak Jormungand Perfect Order, wciąż bowiem nie obejrzałam pierwszej serii i nie wiem czy przypadnie mi do gustu. Wszystko jest do nadrobienia jednak, mam nadzieję. W końcu nadzieja matką... ekhm...
Optymistów ^^







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz